Relacja z Nejiro 8

Witam serdecznie, kłaniam się.

Jak zapewne dobrze wiecie (albo i nie), wraz z Hanabi dane mi było odwiedzić ósmą edycję konwentu Nejiro, który odbył się w dniach 7-9 lipca w budynku Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie.

Konwent ten okazał się być dla mnie szczególny pod wieloma względami. Z jednej strony było kilka zupełnie nowych doświadczeń (pierwszy konwent we wschodniej Polsce, pierwszy wypad na konwent do tak odległego miasta), z drugiej było to wydarzenie w bardzo... klasycznym wykonaniu. Atrakcje, stoiska, conplace, atmosfera - to wszystko przypomniało mi moje początki przygód z imprezami dla fanów mangi i anime. Dla niektórych może to brzmieć jak odgrzewamy kotlet, ja z konwentu wyniosłem masę frajdy, której od dawna nie dane było mi skosztować na tego typu imprezie.

Na imprezę dotarłem w piątek, tuż przed otwarciem wejścia dla uczestników, około godziny 13 wraz z załogą Tetsu & Cacho's MonShop (aaaaa REKLAMA! Matsu, wyciąga już Flammenwerfer). Fakt, iż "moja" ekipa konwentowa po raz pierwszy w historii składała się z wystawców pozwolił mi odsłonić kilka niuansów pracy osób sprzedających suweniry konwentowiczom oraz rzucić światło na problemy, które doświadczyli niektórzy wystawcy w trakcie wydarzenia. Ale zacznijmy od moich odczuć. Teren imprezy był relatywnie niewielki i przez to prosty w nawigowaniu (choć jedno z największych przekleństw - "brakujący" fragment jednej z dwóch klatek schodowych również przypomniało mi o "starych czasach", gdzie ta konkretna bolączka pojawiała się wyjątkowo często). Do budynku od strony technicznej nie sposób mieć zastrzeżenia - jak dobrze wiemy, budynki edukacyjne powstałe w PRL rządzą się swoimi prawami i nie sposób tutaj przypisywać zasług ani win organizatorom.

Informator, chociaż estetyczny, miał kilka bardzo słabo czytelnych stron, takich jak mapa terenu konwentu czy ramowy plan atrakcji. Ja nigdy nie miałem problemów ze wzrokiem, a przeczytanie ich bez dobrego światła było wyzwaniem. A co miały powiedzieć osoby nieco gorzej widzące? Niejedno słowo, niekoniecznie parlamentarne.

Kolejnym elementem związanym ze "starymi czasami" o których wspominam w relacji jest fakt, że zostałem wysłany przez Matsu na konwent jako przedstawiciel mediów, a konkretnie naszego Radia. Od około 3 lat na mangowe imprezy chadzam prawie wyłącznie jako twórca programu, toteż z tej okazji mogłem wrócić do korzeni. I tutaj dość zabawny błąd organizacji: z niewyjaśnionych powodów medialne identyfikatory i opaski były koloru czarnego. Żeby widać było mój nick, musiałem posłużyć się kolorowymi narzędziami plastycznymi z ww. stoiska, gdyż zwykły marker czy długopis się do tego nie nadawał. Również ochrona bardziej szczegółowo niż zazwyczaj przyglądała się opasce, gdyż czarny napis "Nejiro" na czarnym tle z jakiegoś powodu nie był zbyt dobrze widoczny. Ale wracając do rzeczy istotnych, postanowiłem czynić swoją powinność i zobaczyć jak najwięcej treści i atrakcji, które pojawiły się na wydarzeniu. W końcu chcielibyście co nieco o tym wiedzieć, prawda? 

Nejiro 8 odbył się w konwencji muzycznej. I jak mało który konwent z którym miałem do czynienia, konwencja nie była jedynie pustym słowem wpisanym do informatora. Atrakcji związanych z muzyką było multum - od całkiem sporej listy prelekcji dla fanów vocaloidów, poprzez konkurs wiedzy o eurobeacie, po duży wybór gier muzycznych. Nejiro ich ilością dorównywał niejednemu, dużo większemu konwentowi! DDR, UltraStar, Sound Voltex, Jubeat, gry taneczne w sali konsolowej - do wyboru, do koloru, każdy fan wirtualnego muzykowania znalazł coś dla siebie. Nie zabrakło również bardziej klasycznych propozycji, czyli gry konsolowe i planszowe. A wracając do konwencji, muzyczny wkład dodała również grupa Nanokarrin, która oferowała zarówno próby głosu jak i fanowskiego dubbingu znanych anime. Jednym z gwoździ programu był jednak koncert tejże grupy. Członkowie mają niesamowite głosy i śpiewanie polskich wersji japońskich i angielskich piosenek było jednym z najlepiej zapamiętanych przeze mnie momentów w czasie całej imprezy. Z chęcią posłucham ich przy każdej następnej okazji.

Oprócz atrakcji związanych z konwencją odwiedziłem całkiem sporą liczbę prelekcji i konkursów niezwiązanych z konwencją. Był to kolejny "powrót do korzeni", gdyż na ostatnich konwentach nie zdarzyło mi się zobaczyć ich zbyt wiele. Na Nejiro zrządzeniem losu co chwilę znajdowałem coś innego. Initial D, panel o Japonii i Japończykach, vocaloidowe ABC, Gainax, wiedzówka z Wikipedii (zabawna i pouczająca!), mangowi milionerzy (z pozdrowieniami dla wszystkich od pierwszego wylosowanego uczestnika!), prelekcja o memach japońskich (większość ludzi chciałaby zapewne "odwidzieć" to, co tam się pojawiło, ale cóż... jestem Hellmut i niczego nie żałuję) i jeszcze kilka innych atrakcji. Tak, dla mnie to był powrót do starych czasów.

Słów kilka o stoiskach. Nejiro nie miał się czego wstydzić jeżeli chodzi o ofertę mang, kubków, przypinek, podkładek czy gier. Oferta była wcale niemała na konwent co najwyżej średniej wielkości. Jednak był i szczególny problem - rozmieszczenie stoisk z pamiątkami "handmade". Osobna, mała sala to nie jest dobry pomysł na umiejscowienie stoisk sprzedaży, na co zwróciły uwagę prowadzące stoisko, z którymi przyjechałem na wydarzenie, a także i reszta sali. Wystawcy z tegoż pomieszczenia różnie próbowali zachęcić uczestników do zejścia z toru zwiedzania imprezy i wejścia do "tajemnego pokoju" poprzez dodatkowe drogowskazy i żartobliwe cytaty na drzwiach, ale efekt nie był powalający. Do sali tej udawałem się na przerwy od kolejnych prelekcji - ruch był na tyle mały, że mogłem nie niepokojony spożywać posiłki na środku pokoju i gawędzić z wystawcami. Dodatkowo w wyniku nieporozumienia po raz pierwszy na odwiedzonym przeze mnie konwencie wystawcy nie mieli dostępnego własnego sleep rooma - jak się później okazało taki sleep istnieje, ale nie był ani oznaczony, ani nikomu ze znanych mi wystawców nie udało się w porę dowiedzieć, że on w ogóle istnieje. Cała ekipa "handmade" postanowiła przez to nie oddalać się od stoisk i korzystając ze spokoju i niewielkiego ruchu, nocować w miejscu wystaw...

Minusem nieodłącznie związanym z konwencją Nejiro było umieszczenie sleepów na pierwszym piętrze - tuż obok prawie wszystkich gier muzycznych, zazwyczaj bardzo głośnych. Oczywiście wybór sleepów był podyktowany ich niewielkimi rozmiarami, nienadającymi się na sale prelekcyjne. Mimo wszystko współczucia dla kierowców i osób pracujących, ten konwent nie ułatwiał błogiego odpoczynku.

Innym minusem był prysznic. Nie przeszkadzała mi ani jego forma (mobilna kabina postawiona przy ścianie budynku) ani ilość (był jeden, ale dużych kolejek tam ani razu nie widziałem). Przeszkadzało mi to, że ani razu nie udało mi się otrzymać w nim ciepłej wody. Posiłkowałem się umywalkami w toaletach, zresztą nie ja jeden miałem ten pomysł.

Pod względem gastronomicznym nie było nic do zarzucenia. Na terenie konwentu pojawił się zarówno sushi bar jak i stragan z taiyaki, a poza nim czekała między innymi burgerownia oferująca zniżki dla uczestników konwentu, pizzeria i popularna sieć fast foodów, a zapewne w nieco większej odległości także inne lokale gastronomiczne w tej ewidentnie handlowej dzielnicy Lublina.

Pragnę podkreślić, że pomimo iż przedstawicieli naszego Radia było dwoje, to wraz z Hanabi niczym dwa koty krążyliśmy własnymi ścieżkami. W przeciwieństwie do niej nie pojawiłem się chociażby na konkursie cosplay, a moje osobiste doświadczenie z grupą Nanokarrin ograniczyło się w zasadzie do sobotniego koncertu. Z tego też powodu nasze odczucia co do konwentu mogą znacznie się różnić (i zapewne różnią).

Konwent Nejiro przekroczył moje najśmielsze oczekiwania pod względem jakości oferowanych treści i atrakcji, których nie spodziewałbym się na tak niewielkim wydarzeniu. Ponadto był dla mnie podróżą w czasie, do moich debiutanckich, konwentowych lat i być może uderzając w struny nostalgii zrobił na mnie tak dobre wrażenie. Wiem jedno - oby więcej takich konwentów, kameralnych, czystych, z kilkoma wadami do opowiadania przy kawie, ale żadnymi poważnymi, przekreślającymi całe doznanie. Do zobaczenia na następnym małym wydarzeniu. Kto wie, może będzie to kolejne Nejiro?

Z pozdrowieniami
Hellmut

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *